<title_newspaper=Przekrj> 
<title_article=Kuracja> 
<author_1=Tomasz Domaniewski>
<author_2=> 
<language=pl> 
<style=press>
<year=1951>
<month=2>
<date=1951-02-25>
<period=w>
<status=1_obieg>
<support=paper>
Spotkaem znajomego. Trzewy jak szklanka.
 A c ty? o tej porze w takim stanie?  zapytaem ze zdumieniem i rozczuleniem.  Ach  wznis oczy ku niebu znajomy.  Jasnowidzenie wyobra sobie miaem. Chod  zapa mnie za guzik  sidziemy gdzie na chwil spokojnie, to ci opowiem.  No dobrze, chodmy na jednego  Brrr!
Po chwili siedzielimy w barze mlecznym. Znajomy z niebywa rutyn zamwi mleczko i delektujc si nim zacz:
 Wic ja naprawd miaem par tygodni temu jasnowidzenie. Siedziaem sobie w domu, popijaem wod sodow, ona mi zmieniaa na czole chodne okady No, jednym sowem leczyem si z poprzedniego dnia i nawet mi si ju powolutku lepiej zaczo robi, kiedy nagle dusza oddzielia mi si od ciaa  Czy ty naprawd nic dzi nie tego?  zdziwiem si.  Ale ja w ogle ju nigdy nic z tych rzeczy  zapewni.  Dusza mi si naprawd oddzielia, ciao z okadem na gowie zostao w domu, a ja poleciaem przez powietrze i nagle znalazem si w barze
Nie zdziwiem si zbytnio, bo to byo miejsce, gdzie spotkanie mojego znajomego nie wkraczao w sfer cudw.
 Byem oczywicie niewidzialny i patrzaem sobie  cign znajomy,  a tam naokoo wszyscy wdk pocigaj. Tu obok paru facetw wanie zaczyna si lakierowa. Najpierw oczywicie jedna wiartula, pniej druga Patrz ja bliej, a tu twarz jednego jaka mi si dziwnie znajoma wydaje Patrz, patrz, ale sobie nie mog przypomnie skd go znam. No, ale tymczasem ju si znalazo na stole, par nastpnych wiartek, cale towarzystwo coraz goniej zaczyna rozmawia, miej si, kaway sobie opowiadaj Znowu wiartka jedna i druga
</support> 
</status> 
</period> 
</date> 
</month> 
</year> 
</style> 
</language> 
</author_2> 
</author_1> 
</title_article> 
</title_newspaper>